• Śledź mnie na
  • Śledź mnie na
  • Śledź mnie na
  • Śledź mnie na
07 kwietnia 2022

Madera i MIUT 115 km

Madera, portugalska kraina wiecznej wiosny. Niesamowite, jak wyspa będąca tak blisko Wysp Kanaryjskich jest tak bardzo od nich inna. Na ile udało nam sią ja poznać i co wybraliśmy z jej wielu niezwykłości w trakcie naszego 8 dniowego pobytu znajdziesz poniżej. W trakcie zwiedzania ja dodatkowo spełniłem kolejne ultra marzenie – przebiegłem Maderę z zachodu na wschód pokonując 115 km, z Porto Moniz przez najwyższe jej szczyty do samego Machico w ramach Madeira Island Ultra Trail.

LOGISTYKA

a Maderę przylecieliśmy wykupionym czarterem z jakiegoś biura podróży. Pamiętam, że linie TAP Portugal oferowały tańsze i też bezpośrednie przeloty, jednak rezerwacji musiałbym dokonać znacznie wcześniej niż zapisałem się na wymarzone zawody, a to one były jednym z głównych powodów naszej rodzinnej wyprawy. Przed wylotem jak zwykle staramy się dowiedzieć, co i jak zobaczyć uwzględniając możliwości naszej rodziny – podróżujemy z córkami, które wtedy miały 5 i 9 lat. Jedną z pierwszych atrakcji miało być samo lądowanie na lotnisku: część pasa startowego wchodzi na wielkich filarach w ocean, a dodatkowe atrakcje w trakcie lądowania czy startu samolotu może zapewnić wiatr, który nie ułatwia zadania pilotom. Jednak zarówno przylot jak i wylot odbył się bez dodatkowych „przygód”.

Na lotnisku szybko odebraliśmy wcześniej zarezerwowane auto i pojechaliśmy… w góry. Mimo, że tego dnia wyspa była w większości skąpana w chmurach z przedzierającym się słońcem to wjazd na prawie najwyższy szczyt – Pico de Arieiro – dał nam przedsmak zielonego raju o górskim charakterze jaki oferuje wyspa. Dopiero po tej „przystawce” pojechaliśmy do naszego mieszkania, w którym właściciel powitał nas małymi i słodkimi miejscowymi bananami. Widok z balkonu na bezkres oceanu był zapowiedzią szczęścia jakim ten kawałek ziemi na wodzie planował nas obdarować.

MACHICO

eżeli wybierasz się na Maderę, celem aktywnego udziału w festiwalu Madeira Island Ultra Trail, to Machico jest miejscowością obowiązkową. To tutaj znajduje się biuro zawodów oraz meta. Jest to niewielkie kilkunastotysięczne miasteczko o spokojnej wyspiarskiej atmosferze położone na wschodnim wybrzeżu. Kilka kilometrów na południe jest lotnisko, a dalej stolica wyspy – Funchal. Ta niepozorna miejscowość zaczyna się na wulkanicznej plaży w zatoce wcinając się w górzysty krajobraz wyspy. Nam udało się wynająć mieszkanie dosłownie pomiędzy Machico a lotniskiem, co zapewniło wygodną logistykę w trakcie naszego pobytu. Sama miejscowość dostarcza wszystko co potrzeba do pobytu: spokój, fajną plażę do kontemplacji wyspiarskiego klimatu oraz miejsca do zakupu czy konsumpcji lokalnego jedzenia. My próbowaliśmy między innymi smażonych bananów, wielu rodzajów marakuji z lokalnego targu w stolicy oraz głębinowej ryby poławianej tutaj oraz u wybrzeży Japonii – espady.

SZLAKI TURYSTYCZNE I LEWADY

Jeżeli Madera miałaby powstać dla jakiegoś celu, to zdecydowanie właśnie dla turystyki pieszej, która pokazuje zwiedzającym wszystkie odcienie zieleni, bajeczne górskie widoki oraz strome klify tonące w rozbijających się o ich bazaltowe fundamenty oceanicznych falach. Wyspa jest utkana siecią licznych szlaków turystycznych z dobrymi oznaczeniami, które pokazują różnorodne piękno tego miejsca. Duża część z nich prowadzi wzdłuż lewad – odkrytych kanałów rozprowadzających wodę pochodzącą z wyższych terenów górskich po całej wyspie. Podczas naszego krótkiego pobytu udało nam się wybrać na dwie piesze wycieczki:

PÓŁWYSEP ŚWIĘTEGO WAWRZYŃCA (Ponta de Sao Laurenco)

Początek szlaku zaczyna się około 6 km za najbardziej wysuniętą na wschód miejscowością Caniçal. Na końcu drogi jest parking, który z każdą godziną wypełnia się po brzegi samochodami i autami z piechurami. I nie ma w ty nic dziwnego ponieważ już po wyjściu za auta widać jak rysuje się droga po półwyspie Ponta de Sao Laurenco. Nie ma stromych podejść, brak niebezpiecznych miejsc. Jest to jedno z najładniejszych miejsc jakie miałem okazję widzieć. Warto pamiętać, że całość szlaku to teren odsłonięty i mimo chłodzącego oceanicznego wiatru, to nawet w słoneczną pogodę dobry krem z filtrem jest elementem obowiązkowym. W połowie spaceru jest mały punkt gastronomiczny z napojami i przekąskami. Całość szlaku to niecałe 7 km ale do pokonania jest łącznie ponad 500 m przewyższenia!

LEWADA 25 ŹRÓDEŁ (PR6 Levada das 25 Fontes)

Szlak zaczyna się parkingiem przy poboczu drogi nr 105. Początkowo prowadzi drogą, która powoli zamienia się w ścieżkę wzdłuż, której płynie kanałem woda. Po ok 2 km jest dom w Rabacal, niegdyś służący robotnikom za miejsce odpoczynku i schronienia, a obecnie wykorzystywany przez turystów. W przeciwieństwie do poprzedniej wycieczki, ten szlak biegnie w większości w lesie wawrzynowym i bujnej baśniowej roślinności. Podłoże jest w większości wilgotne, a kamienie mogą być śliskie, a dodając do tego momentami wąską ścieżkę i innych turystów należy pamiętać o obuwiu zapewniającym bezpieczeństwo. Po drodze mija się mostek z, którego jest widok na rzekę z wodospadem oraz na bujny las ciągnący się po horyzont na górskich zboczach. Po dotarciu do końca szlaku PR 6 widać urokliwe jeziorko, w którego krystalicznej wodzie pływają ryby, a po pionowych ścianach okalających to miejsce prawie z każdej strony płynie woda pochodząca właśnie z 25 źródeł. Idealne miejsce na kontemplacje przyrody i odpoczynek jako, że powrót jest głównie pod górę tą samą urokliwą drogą. Łączny dystans do pokonania to około 9 km z sumą przewyższeń około 750 m.

Verada de Larano i Levada de Canical - ostatni trening

Chciałem przed startem w zawodach chociaż poczuć przedsmak tego co mnie czeka stąd pomysł na trening ostatnim fragmentem trasy. Złapałem „stopa” na wylocie z Machico, co nie zajęło mi więcej niż kwadrans. Życzliwy kierowca ciężarówki mimo, że nie udało nam się porozumieć to uśmiech od ucha do ucha na jego i mojej twarzy stworzył fajną atmosferę na niecałe pól godziny jazdy w stronę Porto da Cruz. Kierowca wysadził mnie na stacji benzynowej (telefon z mapami to rzecz nieoceniona w takich sytuacjach) przed miastem, skąd dobiegałem na trasę zawodów. Dobiegając do oceanu zobaczyłem ścieżkę równoległą do jego brzegu, jednak kilkaset metrów od niego wyżej, z lewej strony urwisko, z prawej las wznoszący się gdzieś nade mnie. Tylko ja, zieleń wyspy, bezkres oceanu i spełniające się marzenie, że już za trzy dni będę znów tędy biegł w trakcie zawodów, które wtedy wchodziło do cyklu Ultra Trail World Tour (obecnie jest to UTMB World Series). Kilka kilometrów przed Machico szlak turystyczny przechodzi w lewadę i zaczyna ukazywać się super panorama na miasteczko i zatokę. Polecam takie przedstartowe bieganie tym bardziej, że jeżeli nie uda Ci się ukończyć zawodów poniżej 20 godzin to będziesz biegł tędy po zmroku i z tych fenomenalnych widoków niestety nic nie dostaniesz… Ten odcinek ma ok 15 km i ponad 300 metrów łącznego wzniosu, a jego pokonanie ułatwi Ci odmierzanie ostatnich kilometrów do mety na totalnym zmęczeniu.

FUNCHAL, PORTO MONIZ, SANTANA

Madera oferuje tak wiele, że ciężko wybrać co jest najważniejsze do zobaczenia. Jednak jak się jest głodnym świata, a ten głód w przypadku naszej rodziny się ciągle tylko wzmaga, to oglądamy, wąchamy, przeżywamy co nam się wydaje najlepsze dla naszej czwórki, żeby każdy z nas miał z tego coś dla siebie.

FUNCHAL, stolica wyspy, to dla nas były trzy punkty do zrealizowania:  włóczęgostwo w centrum, ogrody tropikalne i szklany taras widokowy na klifie. Mimo, że nie jesteśmy fanami piłki nożnej to dla miejscowych postać Cristiano Ronaldo jest powodem do dumy z racji, że stąd pochodzi.  Doczekał się swojego pomnika i muzeum przy porcie w stolicy. Dalszy spacer w centrum to mały targ owocowy zachwycający duża ilością marakuji, których degustacja jest punktem obowiązkowym – my spróbowaliśmy ponad 10 rodzajów, a wiele smaków zostało mimo to do odkrycia. Miejski park jest ciekawym miejscem na odpoczynek przy jednej z głównych ulic. To wszystko można zobaczyć za jednym parkowaniem auta.

Zwiedzanie ogrodów botanicznym, może wydawać się dziwne, kiedy od każdej strony przyroda serwuje nam wszelkie odmiany roślin, ale zdecydowanie warto! My wybraliśmy Ogród Tropikalny Monte Palace, położony na górzystych przedmieściach stolicy. Z resztą płaskiego terenu na wyspie praktycznie nie ma… Różnorodność roślin poprzeplatana z różnymi dziełami sztuki, aleją pełną storczyków, ogrodem chińskim oraz muzeum minerałów zrobiła na nas wrażenie. My na powolnym spacerowaniu spędziliśmy tutaj z dziećmi kilka godzin na niespiesznym delektowaniu się każdą chwilą. Dla mnie był to super aktywny odpoczynek po zawodach.

Punkt widokowy CABO GIRAO właściwie leży kilka kilometrów na zachód od Funchal. Jest to platforma widokowa zawieszona na klifie 580 metrów nad poziomem oceanu. Widok ładny, jednak największym wyzwaniem jest wejście na niego – podłoga jest ze szkła i doskonale widać rozbijające się na dole fale. Moje dziewczyny nie widziały w wejściu na szkło problemu. Ja natomiast jako osoba nie do końca ufająca górskim kolejką linowym i innym podobnym sztucznym atrakcjom, walczyłem ze swoim strachem zanim zrobiłem pierwszy krok i w każdej sekundzie przebywania na tym architektonicznym dziele.

Wycieczka do PORTO MONIZ miała dla mnie szczególne znaczenie. Wiedziałem, że niedługo właśnie stąd w środku nocy będę startował z prawie tysiącem innych ultra marzycieli na swoją trasę, aby dotrzeć do Machico pokonawszy praktycznie całą górzystą wyspę. Główną atrakcją tego miasteczka są oceaniczne baseny naturalne. Ponieważ Madera praktycznie nie ma plaż z, którymi kojarzą się wielu turystom wyspy, to jednym ze sposobów zażycia oceanicznej kąpieli jest skorzystanie z tego co dała natura: wykorzystując naturalne wulkaniczne wybrzeże, zostało ono zaadaptowane jako zamknięte kąpielisko zasilane wodami z oceanicznych fal. Wrażenie jest dosyć ciekawe, jak w trakcie pływania niby w basenie, wpada do niego wielka fala prosto z oceanu.

SANTANA to malutka nadmorska wioska z malutkimi urokliwymi domkami z egzotyczną roślinnością wokoło. Domki stanowią pamiątkę po zabudowie niegdyś charakterystycznej dla tej części wyspy, a wyglądają całkowicie jak wyrwane z jakiejś bajki.

MADEIRA ISLAND ULTRA TRAIL - 115 KM

Mimo, że od startu w tych zawodach minęło prawie trzy lata, to większość chwil jest ciągle żywych w mojej głowie. Nie jestem fanem opisywania zawartości pakietów startowych oraz co było do jedzenia na punktach żywieniowym. Pod kątem organizacyjnym bieg był przygotowany perfekcyjnie i bez jednego zarzutu. Przed startem w Porto Moniz był występ miejscowego zespołu, a na trasie nawet w nocy byli kibice w mijanych miejscowości żywiołowo zagrzewając do dalszego wysiłku. Pierwszy raz pomyślałem wtedy ile jeszcze lat przed nami w Polsce, żeby lokalne społeczności były żywą częścią naszych ultra wydarzeń. Warto realnie oszacować swoje możliwości na starcie, bo przy tysiącu startujących osób rozciąganie stawki trochę trwa, a szerokie ulice już po kilku kilometrach przechodzą w leśne single usłane śliskimi kamieniami, gdzie wyprzedzanie lub ustępowanie innym jest po prostu ryzykowne, o czym przekonałem się na jednym ze zbiegów przy wyprzedzaniu lądując na „poboczu” ścieżki. Na szczęście jednak bez urazu. Ciężko słowami opisać widoki. Całość biegu jest tonalnie egzotyczna, powalająca każdym kilometrem swojego piękna. Trasę uważam za dosyć trudną, nie tylko ze względu na dosyć dużą sumę przewyższeń (7300 m w górę), ale też przez strome podejścia i zbiegi, których charakterystyka utrudnia odrobinie straconego wcześniej czasu. Emocje, które towarzyszyły wbiegnięciu na metę przy oceanie, rozkładając polską flagę, przy licznej kibicach na trasie i rodziną czekającą na mnie w tak egzotycznym miejscu… Żadne słowa tego nie oddadzą. Coś w tych zawodach jest magicznego nie tylko dla mnie. Pamiętam wypowiedź Krystiana Ogłego w Black Hat Ultra, że to jeden z najpiękniejszych biegów na świecie, a o ma porównanie bo biegał na każdym kontynencie.

Większość trasy udało mi się fragmentami zarejestrować na sportowej kamerce, więc jak masz chęć zobaczyć to zapraszam na You Tube. Marzyłem o ukończeniu zawodów w pierwszej setce, jednak trasa mnie zdecydowanie pokonała, słońce wraz z ukształtowaniem terenu zrobiły swoje i zameldowałem się w Machico po 22 godzinach i 8 minutach na 167 pozycji. Pamiętam, że do mety dobiegło ponad 600 osób i aż jednej trzeciej się to nie udało.

Jak masz jakieś pytania związane z zawodami i trasą, śmiało pisz na Facebooku czy przez kontakt na tej stronie.