• Śledź mnie na
  • Śledź mnie na
  • Śledź mnie na
  • Śledź mnie na
23 września 2023

Nasza droga na UTMB

Czyli o co właściwie chodzi?

Piłka nożna ma mundial, kolarstwo Tour de France, futbol amerykański Super Bowl. Biegi górskie i ultra mają wiele znakomitych imprez z tradycją sięgającą dekad. Jednak to jedno wydarzenie przyciąga najlepszych biegaczy z całego świata. Miejsce pierwszych zimowych igrzysk olimpijskich (1924 r.), mekka alpinizmu i narciarstwa, stało się również poniekąd stolicą biegów górskich i ultra. Od ponad 20 lat właśnie start w kultowym Ultra Trail du Mont Blanc we francuskim Chamonix jest marzeniem większości biegaczy trailowych na świecie. Przyczyn jest wiele… Ale o tym w następnym wpisie, bo najpierw trzeba tam dotrzeć fizycznie z Polski co nie jest najłatwiejsze, a bynajmniej najtańsze.

Będąc logistykiem czteroosobowej rodziny, jako wariant najbardziej ekonomiczny, ale też o najwyższym walorze turystycznym wybrałem podróż autem. Oczywiście, żeby było jak najbardziej krajoznawczo, nie pojechaliśmy do Chamonix w linii prostej. Wybraliśmy opcje wakacyjną i żeby każdy mógł na wyjeździe skorzystać. Nigdy nie byliśmy we Francji poza międzylądowaniami, zatem nadszedł najwyższy czas, aby ją chociaż dotknąć trochę bardziej niż tylko przez pryzmat górskiej atmosfery.

Cel: Lazurowe Wybrzeże

Na poszukiwanie miejsca docelowego wybrałem około 100 km odcinek od włosko-francuskiej granicy do Cannes. Wyjeżdżając w piątek wieczorem z Polski byliśmy po około dobie w Menton. To mała i niezwykle urokliwa miejscowość pomiędzy wspomnianą granicą a Księstwem Monako.

Liechtenstein

Całość 1800 kilometrowej trasy na Lazurowe Wybrzeże, zwłaszcza z młodocianymi na pokładzie, nie jest łatwo przejechać na raz. Na pewno nie jest to też bezpieczne. Jedziemy przez Czechy, Niemcy, Szwajcarię i pierwszy dłuższy postój planujemy w państwie wciśniętym między Szwajcarię i Austrię. Zatrzymujemy się w Liechtensteinie i jego stolicy Vaduz. Nad niewielkim miasteczkiem otoczonym Alpami Retyckimi i przeciętym przez Ren, góruje zamek księcia i jego rodziny. Niestety jest w remoncie i pokryty praktycznie w całości rusztowaniami. Spacer głównym deptakiem obfituje w spokój, który jest nam potrzebny do odpoczynku w podróży. Budynek rządu Księstwa Liechtenstein, katedra, ratusz miejski przeplatane są ciekawymi rzeźbami. To wszystko otoczone graniami wzbijającymi się na ponad 2000 m n.p.m.

Francja

Menton

Do miasta, które ma być naszą bazą na najbliższe 4 dni przyjeżdżamy po ponad dobie podróży. Oczywiście nie dlatego, że jest rzeczywiście daleko, ale jadąc przez Szwajcarię i północne Włochy nie możemy nie zatrzymywać się co jakiś czas, żeby móc nacieszyć oko górskim krajobrazem Alp.

Lazurowe Wybrzeże wita nas mżawkami i zachmurzeniem całkowitym, więc na lazur morza pozostaje jedynie mieć nadzieję. W Menton zachwyca stare miasto z wąskimi uliczkami i wzgórzem nad portem, na którego szczycie są dwa cmentarze z zabytkowymi grobowcami (również Polaków). Ogólnie panuje tutaj spokój. Nadmorską promenadą przechadzają się w równych proporcjach miejscowi z turystami i naprawdę znaczącą ilością osób biegających w różnym wieku. Od Menton prowadzi urokliwy szlak spacerowo biegowy do samego Monako ok 8 km, którym warto potruchtać lub chociażby przespacerować się, żeby zaraz po opuszczeniu granic miasta móc cieszyć się czystą przyrodą.

Nicea

W trakcie tej wycieczki od razu rzuca się w oczy dużo większa intensywność życia: pełne plaże, setki spacerowiczów… Nie przepadam za tłumami, ale mnie ten klimat się podobał. Odczucie znacznie większego miasta niż Menton jest nieodparte co widać spacerując wzdłuż morza Promenadą Anglików czy poprzez ciasne uliczki miasta, w którym co krok jest kafejka czy restauracja z pełnym obłożeniem. Pocztówkowy widok na miasto o zachodzie znajdujemy ze Wzgórza Zamkowego (wbrew nazwie nie ma tam zamku).

Księstwo Monako

Mieszkając w Menton, które graniczy z Monako nie sposób tam nie być. Więc byłem tam dwukrotnie. Raz na treningu, żeby zobaczyć jak wygląda miasto z rana. Następnego dnia pojechaliśmy tam wszyscy lokalnym autobusem co było świetnym wyborem, bo znalezienie miejsca parkingowego graniczyć może z cudem chyba, że się jest posiadaczem bentleya lub auta, które bardziej zaświadcza o statusie społecznym właściciela niż służy do transportu. O ile rano było w miarę spokojnie pod kątem komunikacyjnym, albo tak mi się wydawało z perspektywy biegacza, o tyle odległość 10 km jaka nas dzieliła od tego jakby nie było Państwa, jechaliśmy prawie godzinę w godzinach popołudniowych. Miejsce bardzo ciekawe pod kątem kulturowym i sprawiające wrażenie, że jest zarezerwowane dla nielicznych, ale śmiało pokazuje swoje oblicze zwykłym, jak my, turystom. Bogactwo widoczne w porcie, na ulicach czy witrynach sklepowych. Okazałe kasyno Monte Carlo z autami zaparkowanymi przed budynkiem z pewnością o wartości wielu zer po cyfrze początkowej robi wrażenie nawet na mnie, jako osobie preferującej jednak poznawanie krajobrazu naturalnego aniżeli o genezie antropologicznej.

Przez Francję do Chamonix

Na francuskim wybrzeżu spędziliśmy dosłownie sobotni wieczór, trzy kolejne dni i środowy poranek, kiedy to opuściliśmy Menton, trochę ze smutkiem, bo to miejsce wydaje się być świetne do nadmorskiego odpoczynku bez wielkomiejskiego tłumu nadmorskiego kurortu. Wybraliśmy znów dłuższą, ale ciekawszą wersję, dotarcia do Chamonix: 9 godzin i 600 km, zamiast 5 godzin i 440 km przez Włochy i tunel pod Mont Blanc (dodatkowe 50 euro opłaty). Dzięki tej decyzji mogliśmy zobaczyć Kanion Verdon.

Przełom Verdon

Na odcinku ponad 20 km wcinająca się rzeka Verdon stworzyła drugi najgłębszy kanion w Europie (ściany opadają miejscami o 700 m do lustra wody). Możemy sobie jedynie pozwolić na podziwianie tego co na dole z punktów widokowych jakie są przy drodze, która będzie nas prowadziła do Chamonix. Trochę jednak z turystyczną zazdrością spoglądaliśmy na pływających na dole ludzi będących z jednej stromych w objęciach opadających ścian kanionu a z drugiej strony mających widok na lazurowe jezioro Krzyża Świętego. Nie można mieć wszystkiego. Ruszyliśmy zatem w dalszą podróż do Chamonix.

W środę po 21 docieramy do Les Houches, gdzie wynajęliśmy mieszkanie dla naszej rodziny. Dlaczego 20 km od Chamonix? Bo dojazd zajmuje około 20 minut, a ceny w okresie festiwalu szybują bezkreśnie w górę jak moje marzenia na temat przyszłości ;).

Jak było dalej? Zapraszam do lektury części drugiej, która pojawi się wkrótce i będzie poświęcona samym zawodom UTMB i Chamonix.